Menu AT art Szukaj
Promocja

PORANEK W KARPACZU

Technika;akwarela, gwasz na papierze, praca sygnowana, certyfikat oryginalności.

Optymistycznie niebieski Jelcz 043, zatrzymał się ze sporym poślizgiem.
– Dom Wczasowy Orzeł – kierowca zerknął w lusterko i przygładził lśniące od brylantyny włosy.
W środkowej części autobusu zakotłowało się gwałtownie, a z siedzenia po lewej stronie poderwała się nagle szykowna kobieta w średnim wieku. Kunsztownie natapirowana krucza fryzura nawet nie drgnęła.
– Zygmunt, mój kożuch! O kożuchu pamiętaj!
Łysawy, za to z wydatnymi bokobrodami mężczyzna w kraciastej jesionce szarpnął z trudem dwie pękate walizki. Kożuch wepchnął pod pachę.
– Ależ Krysiu, mam przecież – sapnął próbując przecisnąć się przez wąskie przejście.
– Panie kierowco, a do Patrii daleko jest stąd? Wie Pan, na dansing chcemy się wybrać. – zatrzepotała rzęsami i zaśmiała donośnie, zafalował wydatny biust.
– Krysiu, prosiłem… – zaczerwienił się Pan Zygmunt i zwracając się do kierowcy dodał porozumiewawczo
– Pan rozumie, żona kocha tańce, dlatego do Karpacza chciała koniecznie, bo tu dansingi co wieczór.
– 200 metrów prosto i w prawo, drugi budynek – kierowca machnął ręką w nieokreślonym kierunku i dodał – tylko Pan uważa na Waldka, strasznie za nim kobiety latają….

tekst: Joanna Jaczewska Sharma